Rolnik Polski

Piątek
15-12-2017

50 tydzień
Czas zimowy
Kursy walut
 
>Strona główna >O portalu >Regulamin >Reklama >Ogłoszenia >Kontakt
RolnikPolski.pl
home

Najnowsze regulacje dot. OZE zostały przesunięte ze stycznia 2016 na lipiec 2016, ponadto w ostatnich kilku miesiącach zmiana projektu nowelizacji następowała kilkukrotnie. Czy w obecnej sytuacji prawnej jest możliwe, aby przyszli prosumenci świadomie podjęli decyzję o instalacji?

Polacy coraz bardziej zainteresowani są produkcją energii z odnawialnych źródeł. Pytanie tylko jak to skutecznie zrobić, jeśli prawo w Polsce zmieniane jest bardzo często. Pierwszym i podstawowym problemem do rozwiązania dla ustawodawcy są bardzo niestabilne podstawy prawne działalności prosumenckiej. Na początku wyjaśnijmy kim jest prosument.

Kto to jest prosument?

Zgodnie z przyjętą definicją, to konsument zaangażowany we współtworzenie i promowanie produktów ulubionej marki czy jednoczesną produkcję oraz konsumpcję dóbr i usług. W przypadku energii, to konsument i producent w jednym. Każdy z nas ma możliwość produkcji prądu na własne potrzeby, a także odsprzedanie ich nadwyżki.

Jak wygląda sytuacja prosumentów dzisiaj? Od listopada 2013 roku można wytwarzać energię we własnej mikroinstalacji i sprzedawać nadwyżki energii za 80% średniej ceny sprzedaży energii elektrycznej w poprzednim roku kalendarzowym. Osoba fizyczna, chcąca zostać Prosumentem, nie może prowadzić działalności gospodarczej (wtedy wymagana jest koncesja), za to jest łatwiej przyłączana do sieci (zgłoszenie).

Pierwszym krokiem jaki wykonał nowo wybrany parlament by dostosować prawo o OZE tak by było bardziej korzystne dla mniejszych producentów energii, była nowelizacja ustawy przyjętej przez poprzedni parlament 15 stycznia 2015 r. o odnawialnych źródłach energii oraz ustawy – Prawo energetyczne, którą następnie podpisał Prezydent RP 30 grudnia 2015 r. Odroczyła ona na 6 miesięcy wejście w życie przepisów rozdziału 4 dotyczącego systemu aukcyjnego. Nowe rozwiązania miały na celu:

1)    przeprowadzenie dodatkowej oceny skutków regulacji i wprowadzenia mechanizmów umożliwiających unikniecie upadłości obecnie funkcjonujących biogazowni rolniczych i ich dalszy rozwój;

2)    przygotowanie niezbędnych regulacji w zakresie zasad lokalizacji i budowy elektrowni wiatrowych na lądzie;

3)    dokończenie procesów inwestycyjnych, które z przyczyn niezależnych od inwestorów nie mogły zostać zakończone do końca br.

Dodatkowe vacatio legis w wymiarze 6 miesięcy w założeniu miało umożliwić oddanie realizowanych obecnie inwestycji do użytkowania i skorzystanie przez wytwórców energii elektrycznej z prawa do otrzymywania świadectw pochodzenia.

Odroczenie wejścia w życie rozdziału 4 ustawy o OZE, zgodnie z celem ustawodawcy dało Ministrowi Energii czas na zakończenie prac koncepcyjnych oraz legislacyjnych związanych z nowelizacją ustawy tzw. technicznej mającej na celu usunięcie wątpliwości interpretacyjnych, prawnych i redakcyjnych przepisów rozdziału 4, w szczególności w części umożliwiającej skorzystanie przez prosumentów (mikrowytwórców), wytwarzających energię elektryczną w mikroinstalacji o mocy do 10 kW mocy zainstalowanej elektrycznej z mechanizmu wsparcia określonego w art. 41, w szczególności możliwości i dopuszczalności korzystania z pomocy publicznej.

Znowelizowana ustawa ma wzmocnić i przygotować, tak wytwórców OZE, jak i organów administracji (Urząd Regulacji Energetyki) do nowych zasad wsparcia (w postaci systemu akcyjnego), które obowiązywać będą od 1 lipca 2016 r.

Ponadto od dnia 1 stycznia 2016 r. możliwa miała być sprzedaż nadwyżek wytwarzanej energii elektrycznej w mikroinstalacji po cenie stanowiącej 100 proc. średniej ceny sprzedaży energii elektrycznej na rynku konkurencyjnym w poprzednim kwartale, ogłoszonej przez prezesa URE, zamiast dotychczasowych 80% tej ceny.

Dodatkowo od 1 stycznia 2016 r. zgodnie z nowelizacją ustawy o OZE weszły w życie korzystne dla prosumentów zasady rozliczania w okresach półrocznych energii elektrycznej. Dotyczy to wytwarzania i wprowadzania do sieci oraz w oparciu o zasady bilansowania energii elektrycznej wytwarzanej w mikroinstalacji z energią elektryczną pobraną z sieci w celu zużycia na własne potrzeby w oparciu o tzw. zasady net-meteringu.

Zaproponowane rozwiązania mają wpływać również pozytywnie na sytuację ekonomiczną już funkcjonujących wytwórców OZE. Umożliwiają m.in. zmiany zaproponowane przez Ministerstwo Energii dotyczące wyłączenia z 1 stycznia 2016 r. dużej hydroenergetyki (powyżej 5 MW) z systemu wsparcia OZE oraz dostosowanie, także od 1 stycznia 2016 r., zasad wsparcia dla energii elektrycznej wytwarzanej w instalacjach spalania wielopaliwowego do rzeczywistych kosztów. Zgodnie z przepisami zmienionej ustawy o OZE instalacje te mają otrzymywać świadectwa pochodzenia, tzw. „zielone certyfikaty”, skorygowane współczynnikiem 0,5.

Zdaniem Ministerstwa Energii, wprowadzone zmiany nie będą miały wpływu na koszt energii dla odbiorców końcowych.

Wątpliwości dotyczące nowelizacji ustawy o OZE

Ustawa o OZE z lutego 2015 roku, wzbudziła ogromne nadzieje jeśli chodzi o system wsparcia dla indywidualnych inwestorów. Niestety, opracowana w ogromnym pośpiechu okazała się niemal niemożliwa do stosowania w praktyce. Ogromne wątpliwości co do systemu rozliczania zwanego potocznie net-meteringiem (bilansowanie w złotówkach czy w kWh) i brak regulacji odnośnie opłaty dystrybucyjnej stawiają pod znakiem zapytania opłacalność niemal każdej inwestycji. Przepisy dyrektyw europejskich zostały implementowane z opóźnieniem Małym Trójpakiem energetycznym, który stanowił jedynie protezę prawidłowego wdrożenia. Działalność prosumentów została wprawdzie uregulowana prawnie, osoba produkująca energię i odsprzedająca nadwyżki do sieci nie musi już być przedsiębiorcą, ale przyjęty w tej ustawie model nie zapewniał nawet minimalnej opłacalności inwestycji w mikroźródła. 

Brak rozwiązań w zakresie zmiany sprzedawcy przez prosumenta to kolejna ogromna luka legislacyjna, stwarzająca wątpliwości co do prawidłowości implementacji dyrektyw UE. Na dodatek przez kilka miesięcy nie doczekaliśmy się rozporządzeń wykonawczych, chociażby w kwestii uprawnionych instalatorów OZE. Najnowsza nowelizacja z grudnia 2015 r. przesunęła w czasie o 6 miesięcy stosowanie taryf gwarantowanych, na kilka dni przed ich planowanym wdrożeniem.

Dziesiątki prosumentów, którzy zaplanowali zakończenie swojego procesu inwestycyjnego na styczeń 2016, aby skorzystać z systemu wsparcia, znalazło się w sytuacji bardzo trudnej. Ich wybór sprowadził się do opóźnienia uruchomienia inwestycji o pół roku, albo do uruchomienia jej na dotychczasowych, niekorzystnych warunkach finansowych.

Istnieje nadal konieczność uproszczenia reguł rynkowych. Dotyczy to zarówno relacji prosumentów z przedsiębiorstwami energetycznymi, jak i pewnych wystandaryzowanych rozwiązań na poziomie procedur i standardów informacyjnych. W chwili obecnej ogromna niepewność prawna i luki legislacyjne utrudniają bardzo poważnie operatorom systemów dystrybucji ułożenie relacji z prosumentami.

Częstość zmian w prawie powoduje, że wdrażane procedury stają się nieaktualne w kilka tygodni od ich uruchomienia. Brak również jednolitych wymagań i standardów informacyjnych. Prowadzona w tym zakresie polityka, jest raz lepsza, raz gorsza, co sprawia że z trudem nadąża za zmieniającym się otoczeniem prawnym.

Ważna jest też rola generalnych wykonawców mikroinstalacji. Są to bardzo często podmioty, wobec których konsumenci mają oczekiwania związane z projektowaniem, zakupem, montażem oraz przyłączeniem mikroinstalacji – czyli kompleksową obsługą inwestycji. W takiej sytuacji konsumentom niezwykle potrzebny jest ktoś, kto spełni role obiektywnego doradcy, niezainteresowanego osiągnięciem własnych celów biznesowych.

Częstym błędem prosumentów jest natomiast niedostosowanie instalacji do potrzeb gospodarstwa domowego. Przeskalowanie instalacji, wywołane poniekąd przez sprzedawcę paneli, wraz z nieobiektywnym modelem biznesplanu, w sytuacji braku taryfy gwarantowanej prowadziło czasem do tak absurdalnych rozwiązań, że instalacja będzie się zwracała ponad 40 lat.

Mniejsi konsumenci i sprzedawcy energii muszą być integralną częścią systemu energetycznego OZE w Polsce

Polska nie uniknie rozwoju OZE, tak samo jak nie uniknie zmian swojego „energy- mix” - struktury wytwarzania w energetyce. Choć węgiel jeszcze przez wiele lat będzie podstawą systemu energetycznego to coraz więcej energii będziemy produkowali także z gazu i ze źródeł odnawialnych. Na dzień dzisiejszy przy ponad 40 tys. MW mocy zainstalowanej w systemie, 5432 MW to elektrownie wiatrowe, 2340 MW wodne i ponad 13% produkcji to energetyka odnawialna – a więc już teraz udział znaczący, który cały czas musi wzrastać zgodnie z europejskimi regulacjami (niewiążący cel UE udziału produkcji OZE na 2030 to 27%). Ale należy pamiętać, że w globalnej strukturze wytwarzania, jeśli widzimy OZE to dominuje tu produkcja z wielkich farm i dużych elektrowni odnawialnych, a nie z małych instalacji instalowanych w naszych domach.

Tak samo jest też i w Niemczech, gdzie pomimo wielkich mocy zainstalowanych w energetyce słonecznej (fotowoltaice) i wielkich osiągnięć energetyki odnawialnej (ponad 32% obecnie), to sam prosument (mikroinstalacje) to właściwie udział znikomy (ok 1%). Tak więc jeszcze przez wiele lat jeśli mówimy o OZE z punktu widzenia pokrycia globalnego zapotrzebowania na energie w kraju, to będziemy odnosić się do wielkich farm wiatrowych i dużych elektrowni OZE. Natomiast sam prosument jest ciekawą koncepcją „domowego” wytwarzania energii, który będzie powoli ograniczał zapotrzebowanie na energię indywidualnych gospodarstw, a przy powszechnym rozwiązaniu problemów domowych magazynów energii (i usunięcia problemów fotowoltaiki z nieprzewidywalnością produkcji lub produkcja tylko w pewnych okresach doby) powoli zapewniać samowystarczalność energetyczną niektórych domów. Sceptycznie należy patrzeć jednak na możliwości prosumenta w zakresie zasilania samej sieci (produkcji dla innych) to wciąż będą szczątkowe i „niezauważalne” dla wielkości systemu energetycznego.

Jak musi wyglądać polska polityka w tym zakresie i sama realizacja ustawy OZE? Niezależnie od tego czy europejska polityka promowania OZE jest korzystna dla Polski czy też powoduje wielki problem ekonomiczny (bo tak jest) to od rozwoju OZE na pewno nie uciekniemy. System musi się zmieniać i nowe źródła OZE pewnie jesteśmy zmuszeni wprowadzać – na pewno optymalizując koszty (a więc nie więcej niż potrzeba, bo wciąż ten typ wytwarzania nie uzyskuje tzw. „grid – parity” – konkurencyjności cenowej z energetyką klasyczną). Z tego powodu musi istnieć system wsparcia i musi działać ustawa o OZE. To że nie jest ona idealna, wzmiankowano wielokrotnie, zresztą historia jej uchwalania jest jednocześnie burzliwa historią lobbingu i wypadkowych interesów różnych grup gospodarczych. Jednak lepszy system jakikolwiek (nawet ułomnie działający jeśli tylko w miarę kontroluje globalne koszty) niż żaden. Zapisy ustawy muszą więc wreszcie zacząć działać - może właśnie do połowy 2016 – ponieważ wtedy dadzą przynajmniej jakikolwiek system wsparcia OZE wielkoskalowego (w postaci aukcji) jak i dla uruchomienia sektora prosumenckiego (poprzez mechanizm taryf gwarantowanych). Warto śledzić szczegółową dyskusję różnych środowisk na temat ustawy OZE – są jakby dwa różne tory uwag – jedne systemu aukcyjnego wsparcia „dużego OZE” jak i systemu wsparcia prosumentów. Każdy z nich jest ułomny, ale lepiej niech działa ułomny niż żaden.

W zakresie prosumentów - trudno przyjąć a priori założenie, że prosumenci uratują system energetyczny, ale jednocześnie trzeba wspierać np. wprowadzenie taryfy gwarantowanej dla mikroinstalacji. Przede wszystkim konieczne są doświadczenia z wprowadzenia większej ilości instalacji prosumenckich w naszym kraju, choćby dlatego, aby rzeczywiście przetestować jakie są możliwości zasilania przez prosumenta sieci energetycznej i na ile rzeczywiście prosument może systemowi pomóc. To przynajmniej pozwoli zracjonalizować dyskusję o energetyce prosumenckiej, która w chwili obecnej miota się pomiędzy wzbudzaniem wielkich oczekiwań i stawianiem nierealistycznych celów. Wydaje się że ograniczenie w ustawie ilości mikroinstalacji (do 3kW mocy zainstalowanej) objętych wsparciem, daje również możliwość kontroli globalnych kosztów systemu wsparcia. Co do samych inwestorów (prosumentów) – decyzja musi należeć do nich – analiza ekonomiczna na podstawie danych dostawców jak i możliwych przychodów (wysokość wsparcia) pokazuje że należy spodziewać się zwrotów z inwestycji w okresie 10-14 lat. Czy jest to okres atrakcyjny? Inwestorzy muszą odpowiedzieć sobie sami. Niemniej jednak należy pamiętać że energetyka klasyczna musi sobie radzić z okresami zwrotu z inwestycji rządu 25-30 lat. Oczywiście sam chaos w legislacji i przesuwanie samego momentu uruchomienia wsparcia energetyki prosumenckiej wprowadza dodatkową niepewność, ale myślę, że częściowo za wysoko rozbudzone są nadmierne oczekiwania dotyczące możliwości zarabiania „będąc prosumentem”.

Propozycje zmian korzystnych dla prosumentów

Obecnie mali inwestorzy, czyli prosumenci, którzy zainwestowali w oparciu o przepisy poprzedniej ustawy, zaczynają dopłacać do swoich inwestycji, bo te przestały być opłacalne. Nie chodzi o jakieś olbrzymie zarobki, a o pokrycie kosztów. W obecnej sytuacji nawet te koszty nie są pokrywane. Poza mali producenci energii ze źródeł OZE są narażeni na różne przykre konsekwencje jakie wynikają z braku informacji podczas trwania okresu przejściowego przed wejściem w życie nowej ustawy. Trzeba także dodać, że w takie pułapki nie wpadają duże przedsiębiorstwa energetyczne. W tej chwili np. rozpoczyna się lawina kar wymierzanych tysiącom prosumentów, którzy nie złożyli informacji do operatora i Urzędu Regulacji Energetyki o tym, ile wyprodukowali energii w poprzednim kwartale. Taka kara wynosi 1 tys. zł, za jeden kwartał. Trudno prosumentowi zaoszczędzić taką kwotę nawet w ciągu roku. Nie można negować potrzeby pracy nad przepisami dotyczącymi tych najmniejszych prosumentów, ale one powinny się odbywać w konsultacji ze społeczeństwem i na to powinien być czas. Poniżej kilka propozycji zmian do mającej wejść w życie w połowie roku nowej ustawie o OZE, które ułatwiłyby działalność mniejszych producentów energii wiatrowej oraz uzyskiwanej z innych źródeł odnawialnych:

1). Rozdzielenie systemu wsparcia w postaci FiT oraz net-meteringu czy określenie stawek gwarantowanych w oparciu o rzeczywisty koszt wytwarzania energii to niektóre ze zmian w prawie koniecznych do tego, by w Polsce opłacało się być prosumentem. Obecnie oba systemy są w jednym artykule, co skutkuje tym, że dochodzi do bilansowania energii wprowadzonej do sieci z energią pobraną z sieci. Przez to prosument otrzymuje taryfy gwarantowane tylko za nadwyżkę energii (czyli energię, której nie zużył, ale wprowadził do sieci).

Dobrym przykładem jest standardowa mikroinstalacja w przeciętnym gospodarstwie domowym, gdzie około 30 proc. wytworzonej energii stanowi autokonsumpcja, bo aż 70 proc. wprowadzane jest do sieci w dzień, kiedy nikogo nie ma w domu. 70 proc. energii pobiera takie gospodarstwo wieczorem, gdy nie ma słońca i nie ma produkcji energii. 

W tej sytuacji prosument nie otrzyma wcale taryfy gwarantowanej, bo nie wprowadzi do sieci nic ponad to, co zużył. Natomiast zapłaci opłatę dystrybucyjną w wysokości 0,27 zł za każdą kilowatogodzinę pobraną z sieci.

W systemach zachodnich system taryf gwarantowanych wygląda inaczej – tam nie stosuje się bilansowania. Prosument płaci 100 proc. rachunku za energię pobraną z sieci, natomiast za 100 proc. energii wprowadzonej do sieci otrzymuje taryfę gwarantowaną. Taki system powinien funkcjonować w Polsce, tak żeby inwestycje w mikroinstalacje miały odpowiednią stopę zwrotu.

2). Kolejną ważną kwestią jest jej zdaniem określenie wysokości taryf gwarantowanych w oparciu o tzw. LCOE, czyli o jednostkowe uśrednione koszty produkcji energii w użyciu danego rodzaju instalacji. Chodzi o takie dobranie taryf gwarantowanych, aby faktycznie koszt wytwarzania energii w ciągu 15 lat (czyli wtedy, gdy prosument otrzymuje wsparcie) był pokryty z tych taryf gwarantowanych. Samo ministerstwo przyznało nawet, że taryfy dla instalacji wiatrowych są za niskie i nie pokrywają faktycznych kosztów. Użycie LCOE sprawiałoby, że rzeczywiście koszty inwestycyjne by się zwracały.

3). Następną propozycją zmian w ustawie jest zniesienie limitów w zakresie łącznej mocy zainstalowanej w mikroinstalacjach objętych taryfami. Obecne przepisy wskazują na dwa limity: w przypadku instalacji o mocy do 3 kW, łącznie mocy objętej taryfami jest 300 MW, natomiast w przy mikroinstalacjach od 3 do10 kW górny limit określono na 5 MW. Oznacza to, że łącznie 800 MW energii z mikroinstalacji zostanie objętych taryfami gwarantowanymi.  Szacuje się, że jest to mniej więcej 200 tys. instalacji, czyli znacznie poniżej potencjału, o którym mowa w Krajowym Planie Rozwoju Mikroinstalacji Odnawialnych Źródeł Energii do roku 2030. Aby ten potencjał wykorzystać, objęte taryfami gwarantowanymi powinny być wszystkie mikroinstalacje.

4). W świetle obecnych przepisów z systemów wsparcia mogą skorzystać przedsiębiorcy oraz osoby fizyczne nieprowadzące działalności gospodarczej. Wyłączone są zaś podmioty, które nie chcą lub nie mogą być przedsiębiorcami, czyli np. organizacje pozarządowe, samorządowe instytucje publiczne (szkoły). W okresie wakacyjnym, kiedy mamy najwięcej słońca, szkoły nie zużywają energii, a przecież mogłyby jej produkować bardzo dużo i odprowadzać do sieci. Dlatego naszym postulatem jest, aby te jednostki, ułomne osoby prawne niebędące przedsiębiorcami, mogły także korzystać z systemu wsparcia.

5). Kluczowe jest także wsparcie dla energetyki obywatelskiej w zakresie produkcji ciepła. Mikroinstalacje produkujące ciepło ze swej istoty nie współpracują z siecią. Tu możliwe jest tylko wsparcie o charakterze inwestycyjnym. Podobnie jest z przedsięwzięciami termomodernizacyjnymi. Najlepszym źródłem wsparcia byłoby przeznaczenie środków uzyskanych ze sprzedaży uprawnień do emisji gazów cieplarnianych na drodze aukcji właśnie na to wsparcie inwestycyjne dla mikroinstalacji cieplnych i na wsparcie efektywności energetycznej.

A co z mikroinstalacjami, które już powstały? No cóż, osoby fizyczne mieszkające tam, gdzie działa Program Prosument zorganizowany przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, już teraz mają dogodną sytuację. Mogą liczyć na dotacje w wysokości do 40%, a na pozostałą kwotę otrzymają niskooprocentowaną pożyczkę na poziomie 1%. Pozostali muszą liczyć się z tym, że mikroinstalacja będzie nieco droższa a prosty okres zwrotu dłuższy o kilka lat.

Podsumowując należy podkreślić, że ustawa o OZE reguluje nowobudowane mikroinstalacje, a więc te, które są budowane od stycznia 2016 roku (data wejścia w życie rozdziału 4 z ustawy OZE). Póki co cała branża wiatrowa czeka na zakończenie prac nad nową ustawą. Wszyscy, zarówno właściciele dużych farm wiatrowych czy małych instalacji jak i czerpiący i chcący sprzedawać energię do sieci użytkownicy mikroinstalacji liczą na to, że zapisy nowej ustawy o OZE umożliwią im efektywne działanie. O tym jakie będą skutki prac sejmowych nad prawem dowiemy się już niedługo. Można mieć nadzieję, że wszystko zacznie działać w połowie tego roku – przynajmniej będziemy mogli komentować rzeczywiste rezultaty, a nie tylko rozważać hipotetyczne scenariusze.

Źródła: 

"Stan energetyki wiatrowej w Polsce w 2015 roku" - Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej".

"Nowelizacja ustawy o OZE może odwlec duże inwestycje, ale pomóc prosumentom" - www.odnawialnezrodlaenergii.pl

"Analiza scenariuszy rozwoju polskiej energetyki odnawialnej" - Raport TPA Horwath

Autor:Tomasz Kodłubański

 

 

 

 

 

 

 

 

 




powrót
 
Masło drogie, ale dobrej jakoś ... W sprawie czasowego wyrejestro ... Rynek mleka - raport ...
UOKiK zbadał w laboratoriach jakość masła.
Mimo wysokiej ceny masło nie jest fałszowane tłuszczami roślinnymi. To dobra informacja.
...

W związku z wnioskiem KRIR z dnia 16 listopada 2017 r. do Ministra Infrastruktury i Budownictwa Pana Andrzeja Adamczyka o zmianę przepisów ustawy - Prawo o ruchu dro ...

...
© rolnikpolski.pl 2014                  O portalu    Reklama  Współpraca z nami  Napisz do nas  Prywatność